PL / EN

Projektownik

02-08 kwietnia wycieczka do Paryża

08.04.2018

Migawki z wycieczki do Paryża

 

Paryż do niewątpliwie piękne miasto i „warte mszy”, jak powiedział Henryk IV Burbon, ale w kontekście wycieczek z Warszawy ma zasadniczą wadę – jest daleko. Od naszej stolicy dzieli go około 1400 kilometrów, co w połączeniu z przystankami, planowanymi i awaryjnymi, przekłada się na około 24 godziny jazdy autokarem. Ale nasza potrzeba poznawania świata okazała się na tyle silna, że zaryzykowaliśmy. Wyjechaliśmy zresztą około godziny 21 i znaczną część trasy udało się nam bez trudu przespać.

 

Katedra w Reims to pierwszy zabytek jaki pojawił się na naszej turystycznej ścieżce. Fasadą przypomina słynną katedrę Notre Dame w Paryżu, zbudowana w latach 1211 – 1300 z biegiem czasu stała się miejscem koronacji wszystkich królów Francji. Z zewnątrz bogato zdobiona, za to w środku surowa i dostojna. Ale przede wszystkim ogromna, jak powiedział Michał, nasz przewodnik, w jej wnętrzu spokojnie zmieściłby się współczesny, dziesięciopiętrowy wieżowiec. Jak ci, tamtejsi fachowcy to zbudowali, trudno sobie wyobrazić. Podobno wielu z nich nie doczekało końca budowy, Bezpieczeństwo i higienę pracy wymyślono dużo później, podobnie jak związki zawodowe. Katedra w Reims zwana jest też „Katedrą Aniołów” , bo to postaci aniołów jest najwięcej w bogatej zewnętrznej dekoracji. A jeden z Aniołów się wyraźnie uśmiecha, do dzisiaj eksperci zastanawiają się, co to może oznaczać.

 

Paryż ma też jeszcze jedną wadę zasadnicza wadę – jest oblegany przez turystów. Chętnych do  zwiedzana paryskich atrakcji jest tak wielu, że mimo ogromnych rozmiarów Luwru czy Wieży Eiffla, wszędzie panuje tłok i trzeba swoje odstać w niekończących się kolejkach. Na szczęście Francuzi szanują przywileje osób niepełnosprawnych i nasza grupa skwapliwie z tego korzystała. Dzięki temu udawało się nam w jednym dniu zwiedzić kilka miejsc.

 

Wieża Eiffla, to jeden z symboli Paryża. Podobno miała wielu przeciwników, którzy nie mogli się doczekać momentu jej rozebrania. Niestety dla niech, a na szczęście dla nas wieży nie rozebrano i ciągle góruje na panoramą miasta. Chociaż z drugiej strony przyznać trzeba, że do subtelnej urody Paryża to stalowe monstrum pasuje, jak przysłowiowy kwiatek do kożucha. Całość ma 324 metry wysokości, podobno wierzchołek wieży przy dużym wietrze odchyla się od pionu o około 20 centymetrów. Skóra cierpnie na sama myśl, byliśmy na 115 metrze i też kiwało.

 

Przed każdą paryską atrakcją oprócz kolejek czekają na turystów kontrole. Trzeba obowiązkowo przechodzić przez wykrywające metal bramki, a torby i plecaki są drobiazgowo przeszukiwane. Wokół punktów kontroli stoją żołnierze, każdy z nich z automatycznym pistoletem, ostrą amunicja i  palcem na spuście. Trochę nieswojo. Udało się nam sfotografować taki posterunek (surowo zakazane) przed Pałacem Inwalidów,  w którym mieści się grób Napoleona. Po klęsce pod Waterloo Cesarza Francuzów osadzono w „więzieniu bez krat” na wyspie Św Heleny. Tam zmarł, podobno podtruty przez Anglików arszenikiem i został pochowany. Po około 20 latach,w 1840 roku szczątki Napoleona ekshumowano,  przewieziono do Francji, złożono w 6 trumnach i umieszczono w kaplicy Pałacu Inwalidów. Nie jest to egipska piramida, ale wrażenie robi.

 

Luwr, dawny pałac królewski, obecnie muzeum sztuki, jedno z największych na świecie. Wejść trudno, zgubić się łatwo. Tym bardziej, że komórki tracą za murami zasięg. Labirynt schodów i korytarzy i wszędzie tłumy. Luwr to przede wszystkim najsłynniejszy chyba obraz świata – Mona Lisa - tę jednak dojrzeć trudno. Wielbicieli talentu Leonarda da Vinci jest zadziwiająco dużo. Obok sztuki mieliśmy w Luwrze jeszcze inna atrakcję – alarm bombowy. Okazało się na szczęście, że to nie bomba, tylko niesforny turysta zapalił papierosa w toalecie. Ale ewakuowaliśmy się wyjątkowo szybko.

 

Euro Disneyland – to osobny rozdział. Spędziliśmy tam cały dzień, korzystaliśmy z przywilejów dla osób niepełnosprawnych, a i tak nie wszystkie atrakcje zostały zaliczone. Dużo tego. Wyścigi samochodowe, loty w kosmos, kolejki górskie, rejsy wśród groźnych piratów, na początek i na koniec parady bohaterów bajek. Trzeba mieć dużo odwagi i zdrowy błędnik. Ci dla których choroba lokomocyjne jest problemem nie powinni nawet myśleć o Euro disneylandzie, bo od samego myślenia można dostać torsji. Z każdej strony dobiega pisk przerażonych pasażerów kolejek, które w różnych wydaniach oferują urwanie głowy, upadek w przepaść czy wylecenie z szyn na kolejnym ostrym zakręcie. W czasie jazdy przeklinamy dzień, w którym postanowiliśmy tu przyjechać, życzymy rychłej śmierci konstruktorowi tego bałaganu, żegnamy się z mamą, tatą oraz dalszą rodziną… Ale za to uczucie ulgi, gdy ta cała machina piekielna się zatrzyma, bezcenne.

 

Dużo by można jeszcze o Paryżu i okolicach pisać, nawet po tak krótkim wypadzie jak nasz. Ale opisać to  nie to samo, co zobaczyć i przeżyć. A na koniec pozostaje żal do losu, do historii, że nasza Warszawa niegdysiejszy „Paryż Północy” – ciągle leczy wojenne rany i pewnie nieprędko stanie się miejscem tak magicznym i urokliwym jak Paryż.

 Zapraszamy do galerii zdjęć.