PL / EN

Pan Bóg stworzył świat, a Holandię zbudowali Holendrzy – tak mówią o sobie mieszkańcy tego niewielkiego nadmorskiego kraju. I coś w tym jest. Część obszaru Holandii leży poniżej poziomu morza, a część została morzu dosłownie wydarta. Cały czas trzeba pilnować wody, by nie wdarła się do miast i na uprawne pola. Niemal co krok napotkać można jakieś kanały czy jeziorka. Jako mieszkańcy jednego z najbardziej suchych krajów Europy (podobno porównywalnego z Egiptem) patrzyliśmy na wszechobecną wodę z lekką zazdrością.

 

Ziemie w Holandii są bardzo urodzajne, ale nie uprawia się tam wiele zbóż, jak w Polsce. Na polach rosną… tulipany. Jedne ścina się w czasie kwitnienia i wysyła samolotami w świat, innym pozwala się przekwitnąć, a wykopane z ziemi cebulki, po wysuszeniu także wysyła się do innych krajów. Ale zdziwiłby się ktoś, kto uważał, że tulipany były w Królestwie Niderlandów od zawsze. Nie, tulipany przywędrowały na te ziemie ze Wschodu i to dopiero w XVII wieku. Ich rodzinne strony to północna Afryka, Azja, a kraje to Turcja i Iran.

 

Amsterdam jest stolicą Holandii słynie z kanałów, rowerów i … Dzielnicy Czerwonych Latarni. Byliśmy tam, zdjęć jednak nie robiliśmy. Za fotografowanie można dostać zdrowo po głowie, w najlepszym razie ktoś napluje w obiektyw. Prostytucja jest w Holandii  czymś normalnym i jest całkowicie legalna. Pracujące w ten sposób panie prowadzą działalność gospodarczą, płacą podatki, mają swój związek zawodowy, nierzadko mężów i dzieci. Ciasno tam, uliczki wąskie i zatłoczone, a w powietrzu czuć zapach miękkich narkotyków.

 

Rowery to koszmar. Łatwiej w Amsterdamie wpaść pod rower niż pod samochód. Nawet nie trzeba się specjalnie starać, wystarczy po prostu przejść prze rowerową ścieżkę. Rowerzyści jeżdżą szybko, a ich miny dobitnie świadczą, że miasto należy do nich. Nawet na przejściach dla pieszych wymuszają pierwszeństwo. Samochód się zatrzyma, kierowca do piechura się uśmiechnie – rowerzysta tylko zadzwoni i patrząc w przestrzeń popędzi dalej.

 

Sery to jeden ze smaków Holandii. Są znane na całym świecie. Produkowane są zarówno w wielkich zakładach przetwórczych, jak i w małych gospodarstwach rolnych. Byliśmy w jednym z takich gospodarstw. Gospodarz przeuroczy, zaprawiony w bojach z turystami. Obok serów produkuje drewniane chodaki zwane klompen. Serów nakupiliśmy, na chodaki jednak nie było chętnych.

 

Z Holandią kojarzą się też wiatraki. Teraz jednak częściej można spotkać nowoczesny  wiatrak produkujący energię elektryczną niż tradycyjny, drewniany przepompowujący wodę. Dawne wiatraki są natomiast w skansenach. Przeniesione i  pieczołowicie odrestaurowane pracują nadal. Jedne mielą mączkę do malowania piłkarskich boisk, inne gorczycę do wyrobu musztard.

 

Na koniec śledzie. Rzadko takie możemy spotkać w polskich sklepach rybnych. To prawdziwe matiasy, nie żadne „a’la”. Matias to zwykły śledź tylko młody i mający dopiero przed sobą okres tarła. Jest bardziej tłusty, delikatniejszy i mniej słony. Absolutna rewelacja. Szkoda jedynie, że w knajpce, w której te śledzie jedliśmy, tylko ryby sprzedawali…